Artykuł z serii lifestyle – Ile warta jest ludzka godność?

Cześć. Myślałeś kiedyś za ile sprzedałbyś swoją godność? Weźmy na przykład publiczne zesranie się w gacie. 100 złotych? 1000? Milion? W ogóle? Ludzie którzy tak mówią kłamią. Wiadomo każdy ma swoją cenę i mieści się ona zwykle w przedziale 50-200 000 złotych.
No bo za 50 już kupisz nowe spodnie i bieliznę, więc jak stare masz zniszczone to możesz w łatwy sposób odświeżyć garderobę. Żeby zesrać się publicznie za tyle trzeba być desperatem albo szaleńcem, ale do odważnych świat należy. Nie zdziwiłbym się, gdyby ludzie skłonni zesrywać się za 5 dych mieli predyspozycje do bycia prezesami banków, prezydentami i w ogóle takimi tam. 200 tysięcy natomiast to jest już kwota znacząca no i nie przejesz tego, możesz żyć za to komfortowo kilka lat – po tym czasie wszyscy zapomną o „wpadce”. No a co pożyjesz za tę kasę to Twoje. Już w ogóle odświeżysz garderobę.
Za 200 tysięcy ja na przykład bym się zesrał – 100 000 zaliczki a reszta po robocie. Za mniej? Nie wiem, mogę sobie tak rozmyślać, ale nie wiem co bym zrobił gdyby ktoś zjawił się z rulonem 100 złotówek i powiedział – „Srasz w gacie i pieniądze są twoje”. Czyli 200 tysięcy to cena znanych blogerów. Osoby których cena to tyle nie mają predyspozycji do władania ludźmi, posiedli natomiast niesamowitą mądrość życiową.
Przechodząc do meritum – wymyśliłem test na ludzką godność. Test który pozwoli wytypować osobę najbardziej zezwierzęconą, ale też może np. nowego prezesa w firmie czy coś. Oto ten sposób.
Musi odbyć się to w robocie. Każdy wrzuca codziennie do wspólnego słoika 1 złoty. Kto zesra się w gacie dostaje zawartość słoika. Mogłoby dojść do zabawnych perypetii. Np kwota 75 złoty w słoiku. Pani Jadwiga z marketingu postanawia zgarnąć pulę i robi kupę w majtki. Idzie po słoik, ale okazuje się, że już chwilę wcześniej pan Marek z księgowości zgarnął cały hajs. Kolejnego dnia Marek paraduje po open space’ie w nowych spodniach i dostaje awans za śmiałość. Z Jadwigi za to jest beka.
Albo wybory prezydenta w ten sposób. Kandydaci zamykani są w domu – tak jak w big brotherze. Wrzucają co dzień po złotówce i kto się pierwszy zesra jest prezydentem. Haczyk jest taki, że nowy prezydent nie dostaje pensji w ogóle, tylko to co zwyciężył ze słoika. Np. kandydatów jest 1000. Po 30 dniach prezydentem zostaje pan Janusz z Nysy. Czy chciał być prezydentem? Planował co prawda czekać do 70 dnia, ale inny kandydat miał imieniny… Sprawy potoczyły się szybciej niż przewidywał, a wiadomo wódka darmowa no i cóż, stało się. Zesrać i tak by się pewnie zesrał, bo wiadomo po wódeczce różne przygody się już zdarzały a 30 tysięcy i prestiż to nie najgorzej. W sumie nie wiem, czy to taki dobry pomysł z tym prezydentem…
No nic, w każdym razie jak masz wolne 200 tys. albo rulon pieniędzy to ja czekam. I mam w lodówce odłożony specjalnie stary twarożek, żeby przyspieszyć sprawę jak coś.

Rubaszny dowcip

W ośrodku odwykowym dla nieletnich młodociany heroinista pyta księdza
- Proszę księdza, a czy w niebie jest heroina?
- Nie chłopcze. W niebie nie ma narkotyków.
- No to musi być nudno.
- Wcale nie jest tam nudno. Tam każdemu jest wspaniale cały czas.
- Tak jak po heroinie?
- Tak chłopcze, tak jak po heroinie.
- No czyli, że jednak w niebie jest heroina.
- Ile razy mam ci mówić gówniarzu, żebyś się zamknął jak cię rucham?

Nienawiść do półskarpet

Cześć. Nienawidzę półskarpet. Od zawsze nienawidziłem. Odkąd pierwszy raz zobaczyłem je u kogoś na nogach wiedziałem, że coś jest nie tak. To musiało we mnie dojrzeć. Dopiero niedawno zrozumiałem swoje uczucia.
No bo kurwa co to właściwie ma być? Wstyd wam nosić całe skarpety? Patrzcie, jestem taki fajny – nie noszę skarpet w ogóle, ale tak naprawdę mam ukryte. No faktycznie jest czym szpanować, chyba kurwa tym, że stopy ci śmierdzą. Pokazujesz tylko, że paznokciami w trymiga rozjebiesz buty i będziesz miał takie z dziurami na palce. Albo jesteś biedny i nie stać cię na całe skarpety. W ogóle półskarpety to chyba spisek fabrykantów skarpetowych. Wełny zużywają połowę a pewnie sprzedają za tę samą cenę albo i drożej. Nie interesowałem się taką odzieżą więc nie wiem.
A może jeden z drugim będziecie też nosić połowiczne inne elementy garderoby? Majtki na jedną nogę, albo tylko na przód. Półbuty. Krawaty na gumkę. Szalik ucięty do połowy. Bardzo krótkie spodenki, do tego płaszcz i nie widać kurwa, że nosisz spodnie. Wyglądasz jak ekshibicjonista, wiesz o tym?
Albo weźcie w ogóle na same palce u nogi zakładajcie osobne skarpety. Na paznokcie same zakładajcie takie małe pokrowce jak tak wam wstyd, że nosicie skarpety. Nie wiem, może wtedy chińczyk fabrykant policzy wam taniej. Tylko po co w ogóle tak żyć? Ja z dumą prezentuję swój status materialny i skarpety zawsze noszę podciągnięte wysoko.

Wiersz „kapiel w rzygach niemowlaka”

Czarna noc kwietniowa
Noc Walpurgii
Wilki wyją
Ryjami ku swiatłu księżyca
Wrony kraczą
Złowieszczo jak czarna smoła
Z kotła samego Belzebuba

Ktoś kąpie się
W rzygach niemowlaka
Ktoś…
W chacie przy cmentarzu

Gdy stara baba samotnie
Puka do drzwi satanistycznie
W ręku siatka z cebulą
Z mordy tez jej daje
Napoczęła po drodze
Mniam mniam
Smacznego stara pizdo

Czy to sam Belial?
Napuszcza wody do wanny
Sprawdza pazurem u stopy
Czy odpowiednia temperatura
66,6 kurwa kelwina

Nie
To nie on
Kąpiel w rzygach niemowlaka
To nie satanistyczne rytuały
Nie czarna msza
To codzienność wielu
Samotnych matek

Było
Nie dawać dupy
Na lewo i prawo

Wszystkiego
Najlepszego
Z okazji dnia kobiet

Opowiadanie o superbohaterach

Cały czas wychodzą nowe filmy o superbohaterach. Jest sobie w nich ktoś z niezwykłymi mocami i walczy z bardzo złymi ludźmi albo potworami. Tym razem tak nie będzie. Raz, że nie jest to film. A dwa, że chciałbym opowiedzieć Wam o zwykłych superbohaterach. Takich umiarkowanie super. Walczą nie z wielkimi w chuj groźnymi rzeczami, ale trochę mniejszymi niegodziwościami. Nie będzie to jednak smutne pierdolenie, że Bartek utoczył cztery litry krwi na chore dzieci. Albo jakiś Maciek jest wolontariuszem WOŚP a pieniądze podkrada tylko okazjonalnie. Nie będzie to też historia Darka, który zimą nagrzewa ciepłem własnej dupy siedzenia w komunikacji miejskiej. Posłuchajcie więc o czym ta historia będzie.

Miasto Morąg. Kiedy zapada zmrok i do życia budzą się dziwki, złodzieje i narkomani, porządni ludzie idą spać. Porządni ludzie idą spać a razem z nimi Kapitan Bobrzy Ogon. Musi być wyspany, w końcu na ósmą do roboty. Zasypia i śnią mu się przeróżne dziwactwa. Budzi się rano, ubiera ubrania i wyrusza do pracy. Wsiada w tramwaj* linii kurwa 48, siada sobie wygodnie i jedzie elegancko. Unika wzroku starych kobiet. Gdyby miały trochę więcej siły zadusiłyby go i zajęły jego miejsce. W końcu wysiada. Spotyka swojego kolegę z podstawówki i wywiązuje się między nimi następująca rozmowa.
- Cześć John.
- Cześć Arek – odpowiada Kapitan Bobrzy Ogon.
- Gdzie idziesz?
- Do roboty – spogląda nerwowo na zegarek, już 8:03. Jest spóźniony.
- Przy czym robisz?
- Jestem kelnerem.
- Chuj z Ciebie nie kelner. Kelnerzy nie chodzą do pracy na 8 – Arek nie może ukryć zdziwienia.
- Dobra kurwa. Nara, nie twój interes.
I poszedł. Czy poszedł jednak do prawdziwej pracy? Czy może do swojej kryjówki superbohatera? Poszedł do prawdziwej pracy, pracuje na 8. W pracy przywitał go szef don Vito.
- Johnie Arkansas! Spóźniłeś się mamma mia. Nic dziwnego, że nie mamy klientów jak się spóźniasz aż o 6 minut.
- Ależ drogi panie don Vito, może to dlatego, że otwieramy za wcześnie. Kto zamawia placki od ósmej do czternastej i nieczynne w niedzielę a w sobotę jak pan popije w piątek to też nie?
- Dobra gnoju, nie podważaj mojego modelu biznesowego. W końcu się wybijemy. A teraz obieraj ziemniaki. Coś czuję, że dziś będzie duży popyt na ziemniaki.
John obierał ziemniaki aż do 11:17. Aż pani don Vitowa musiała odpuścić kąpiel, bo cała wanna zajebana ziemniakami. Wiedział, że to zemsta za pyskowanie a nie żaden model biznesowy. Raptem stało się coś nieoczekiwanego. Do restauracji przyszły dzieci na obiad.
- Mamma mia, chyba ze 40 bambini. – W oczach starego don Vito pojawił się błysk – John wstawiaj szybko ziemniaki. Witamy serdecznie szanowne dzieci.
Dzieci poczęstowane zostały podwójną porcją ziemniaków. Ziemniaki zjadły z ochotą, gdyż są smaczne i pożywne. Gdy już się zwinęły John musiał posprzątać stoły. Ścierał szmatą aż miło było popatrzeć. Ścierał szmatą dobrze. Wtem zauważył na stole wydrapane kluczami imiona. Jarek, Czarek, Marek. O nie – pomyślał. Tego nie mogę puścić płazem. To wandalizm w czystej postaci.
- Panie don Vito, muszę iść do domu. Strasznie boli mnie brzuch. – słysząc to niski łysy gruby pan z wąsem zlustrował Johna.
- Dobra idź. Nie chcemy tu znowuż sanepidu.
Don Vito ciągle jeszcze pamiętał gdy sanepid wpadł akurat gdy John i cała włoska familia miała salmonellę, żółtaczkę i wzw typu B, ale pracowali. Kara finansowa spowodowała wtedy, że zaklął w myślach: „Mamma mia” po czym się zesrał. Odrobił jednak te straty. Wykreował popyt na ziemniak, dzięki mistrzowskiemu wykorzystaniu swojego modelu biznesowego i kanałów dystrybucji. W obecnej sytuacji jednak nie mógł sobie na to pozwolić.
Don Vito stał od dłuższej chwili pogrążony w myślach, ale naszego superbohatera dawno już nie było. Czy był w domu i leczył zatrucie pokarmowe? Nie. Jechał wymierzyć sprawiedliwość dzieciom. Wsiadł w szybkobieżny autobus linii 64. Już niedługo miał wysiąść pod jedyną w Morągu podstawówką**. Ale ale, któż to? Do autobusu wsiadł nemezis Człowieka Bobrzy Ogon. Doktor Występek. Niepozorny pan z teczką?
Nie. Doktor Występek na codzień miał intratną posadkę na uniwersytecie. Aktualnie starał się wprowadzić nową stałą matematyczną. Stałą z przedziału 0 do 1 określającą szansę wystąpienia pewnego szczególnego zdarzenia. Zdarzenie to oznaczane miało być grecką literą Rho i pokazywać szansę na to, że grupa czterech losowo wybranych pracowników sektora IT przypominać będzie z wyglądu drużynę RPG. Np. Jeden Elf, Shao Khan z mortal kombat, Spock ze star treka i Muminek. Twierdził on, że prawdopodobieństwo to jest stałe i znajduje się gdzieś w przedziale 0.03-0.04. Z jakiegoś powodu miało to kolosalne znaczenie dla budowy świata jaki znamy. Co więcej, uważał on, że stała Rho podniesiona do kwadratu wyznacza prawdopodobieństwo na to, że grupa czterech losowo wybranych pracowników sektora IT przypominać będzie z wyglądu drużynę RPG z tego samego uniwersum! Np. cała kurwa brygada RR razem z tym wąsatym szczurem( na bank jest RPG w klimacie brygady RR, jeśli nie ma to rezerwuję).
Ale wróćmy do rzeczywistości. Doktor Występek to arcywróg naszego bohatera – jeżdzi komunikacją miejską i próbuje wysadzać ludzi z miejsc uprzywilejowanych. Siedzisz na miejscu dla inwalidów? Pokaż chuju papier. Dla kobiet w ciąży? To samo. Widząc osobę bez dziecka na miejscu dla matki z dzieckiem sam pakował się delikwentowi na kolana. Super łotr i istny skurwiel. John nie tolerował takiego zachowania. Wysiadając na swoim przystanku wycharczał przez zęby:
- Jeszcze cię dorwę Występek. Dorwę cię dobrze.
Może w tym miejscu warto przybliżyć czytelnikowi moc, którą posiadał Kapitan Bobrzy Ogon. John urodził się z małym bobrzym ogonem nad dupą. Ogon rósł razem z nim a on z wiekiem nauczył się nim posługiwać. Wykonywać ruchy dzięki którym zyskał zwinność prawie Bobra. Bardzo szybkie zwinne ciosy były bardzo bolesne, ale nie wyrządzały większej szkody. No i niezbędne jeśli miałeś akurat tamę do przyklepania albo gładź do położenia. W sam raz na takich urwisów jak Czarek, Marek i Jarek. John z namaszczeniem założył swój strój – stare futro matki z wycięciem na ogon, czapkę uszatkę i okulary przeciwsłoneczne. Wypisz wymaluj bóbr rozmiarów ludzkich. Niedaleko szedł i zobaczył trzech młodych chłopców wydrapujących kluczami imiona na płocie. Imiona Jarek, Czarek i Bartek.
- Dobra, Bartek. Wypierdalaj. To nie mój rewir. Niech Człowiek Wieko Od Ogórków Ale Takie Porządnie Zakręcane cię dorwie. Ja wam urwisy pokaże gdzie raki zimują.
Rozpoczął się wpierdol Bobrzym Ogonem. Dzieciaki płakały i błagały o litość. Czy one jednak miały litość kiedy niszczyły stół pana don Vito? Wcale nie miały. Dostały solidny łomot i jeszcze napluto im do ryjów.
- Straż! Wezwać straż miejską! Niech zaprowadzą tu porządek***! – zawował w końcu jakiś przechodzień.
Johnowi nie trzeba było dwa razy powtarzać, ulotnił się zanim patrol straży miejskiej przybył na miejsce zdarzenia. Ulotnił się siecią miejskich wodociągów w której porobił tamy z europalet, kartonów i włosów znalezionych w odpływie wanny po kąpieli pani don Vitowej. Może tamy powodowały czasem małe powodzie, ale superbohater potrzebuje sieci komunikacyjnej. Morąg potrzebuje sieci komunikacyjnej dla superbohatera w kanałach. W domowych pieleszach ugotował sobie ziemniaczków i usnął z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku. Akurat wtedy gdy budziła się pierwsza kurwa.
Kolejnego dnia kupując poranną gazetę zapytał w kiosku:
- Dlaczego tak nazywają Kapitana Bobrzy Ogon, przecież to bohater? – John wskazał palcem na nagłówek pierwszej strony.
- Co też pan pierdoli?
- Ech nieważne… – Dodał już ciszej – Na zawsze niezrozumiany. Ale Morąg mnie potrzebuje. Potrzebuje mnie dobrze. Taka już natura tego wąsatego ssaka. Raz klepiesz ogonem tamę, raz tama klepie ciebie.
„Yeti zboczeniec znów stłukł dzieci penisem” – głosił nagłówek na pierwszej stronie kuriera Morąga. Podmuch wiatru podwiał ogon, który podniósł się i opadł trzykrotnie. Klap, klap, klap.

* – chuj, że w Morągu nie ma tramwajów, w tym uniwersum są
** – chuj, że jest 64 różnych linii komunikacji miejskiej a tylko jedna podstawówka. To moje uniwersum, wykreuj swoje jak się nie podoba.
*** – nic nawet kurwa nie mów, to moje uniwersum.