Martadela 43 zlote za kilo – recenzja

- Żono! Szykuj odświętną zastawę, kupiłem martadelę 43 złote za kilo – zawołałem od progu wchodząc do domu z zakupów.
- Hahaha. – Żona nie wiedziała, że nie żartuję.
- Tylko krój cienko, bo 43 złote za kilo – Dostałęm niezłe zjeby za marnowanie kasy na chuj wie co. Ale teraz czas na przyjemną część, czyli degustację i recenzję tego przysmaku. Wiem, że nie każdy pozwolić sobie może na taki rarytas i ekstrawagancję, dlatego przetestuję ten produkt i opiszę doznania, żebyście wy już nie musieli. Recenzja będzie porównawcza – porównam ją ze smakiem mortadeli z biedronki 4 złote za kilo w batonach po pół kilo za dwa złote.
Mortadela 43 złote za kilo sprzedawana jest w markecie lidl. Kosztuje 43 złote za kilogram, ale pakowana jest w paczki po jakieś 150 g. Jestem po wypłącie, więc trwonię pieniądze na pierdoły i pomyślałem, że sprawimy sobie z żoną taki delikates. Kupiłem też masażer do stóp, ale o tym może innym razem.
43 złote. Dla jednych grosze. Dla innych majątek. Dla mnie kilogram mortadeli. W paczce znajdujemy cienko krojone plastry wędliny o mniej więcej średnicy bułki. Wygląda jak zwykła mortadela z plamami smalcu w środku. Pachnie trochę jak szynka konserwowa za jakieś 16 złotych za kilo. Najpierw zanim spróbowałem taki przysmak na kanapce, postanowiłem jeden plaster (wartość około 2 złote, czyli jak cały baton wędliny podobnego sortu z biedronki) zjeść na samo. W smaku słona, w zasadzie jak zwykła mortadela. Nie powiem, trochę się zawiodłem. Mortadela z biedry smakuje bardzo podobnie. Zrobiłem sobie też wykwintną kanapkę z takim przysmakiem, ale za mało dałem wędliny i nie poczułem dobrze smaku. Do kanapki dałem jeszcze rukolę, musztardę, jalapeno i pomidor koktajlowy. Całość przyozdobiłem pojedyńczym orzechem arachidowym. Wykwintne w chuj. Kanapka dobra, ale nie wiem, czy to dzięki wędlinie.
Dla porównania podpowiem wam jakie danie można zrobić z mortadeli za 4 złote za kilo. Można zrobić eleganckie danie „mortadela w cieście”. Robisz ciasto jak na naleśniki, maczasz kawałek mortadeli i na patelnię. Raz dałem koledze udając, że to jabłka w cieście i nie zauważył różnicy. Jabłka niby jakieś max 3 złote za kilo, ale obrane ze skórki i z wyciętymi gniazdami nasiennymi tracą na wadzę, więc realna waga miąższu jabłka jest jakieś 2 razy wyższa. Czyli z 3 złotych robi nam się 6. Skoro więc mortadela za 4 złote jest nie do odróżnienia od jabłek za 6 złotych to chyba wiadomo kto jest zwycięzcą pojedynku wędlin.
Powiem szczerze, że zawiodłem się na mortadeli 43 złote za kilo. Spodziewałem się chuj wie czego a dostałem produkt porównywalny do tańszego zamiennika z biedronki. Płacąc ponad 10 razy więcej spodziewam się 10 razy takich doznań smakowych a o to nie łatwo, bo mortadeli z biedronki już jest smaczna. Jest spoko, można zjeść, ale kurwa 43 złote za kilo to gruba przesada. Jak srasz pieniędzmi to polecam, żeby zagrać na nosie biedakom. Zajadaj na ich oczach i podkreślaj cenę tego dania.

wiersz z rymami 2

Wiersz ten miał mieć swoją premierę dopiero na recitalu, ale nie wiem, czy coś z tego w ogóle będzie a jest wybitny, więc nie ma co czekać.

„Japońscy mężowie stanu”

W dalekiej Japonii mieszka
Suzuki Hoshiheska
Siedzi tam całymi dniami
Oshimiro Harokami
Japończycy jedzą ryże
Mototoki Szczepan Ize
Robi jeansy i magnetowidy
Yoshihide Ichiidy
majstrują wideo kasety
Hotuhori Nurineki
Abazaba Bulinori
jedzą chińskie makarony
Amidami Bashikari
Gównem w gacie się zesrali

Kilka słów o poezji

Napisałem dzisiaj wiersz „Tam gdzie bobry klecą tamę”. Napisałem i doszedłem do wniosku, że zbiór światowej poezji jest kompletny. Już nic więcej wartościowego nie zostanie napisane. Mam jeszcze jakieś 50 wierszy w zanadrzu i nadal będę je zamieszczał do wyczerpania. Nie będę natomiast pisał nic nowego, gdyż nie ma to sensu. Szczerze i nieskromnie powiem, że Szymborska, Miłosz, Mickiewicz i ja odwaliliśmy kawał dobrej roboty. Zastrzegam sobie możliwość odwołania tego w przyszłości i wyparcia się w żywe oczy.

Horoskop noworoczny 2017

Cześć młody skaucie. Przyszedłeś tu po horoskop noworoczny. Ale jak to? Skąd on wiedział? Pomyślałeś. Jestem kurwa jasnowidzem – muszę wiedzieć takie rzeczy.

Wodnik – Masz pewien przysmak, który zajadasz pasjami. Zrób jego zapas, gdyż z powodu awarii ciepłowni może zabraknąć go w okolicznych sklepach. Później siedź w oknie i zajadaj na oczach sąsiadów.
Ryby – W ZOO kupisz tanio mięso z egzotycznego zwierzęcia (hipopotam). Zamroź nadmiar i narób weków a będziesz miał przysmak na lata.
Baran – Będziesz chodzić do roboty, spać, jeść, wydalać. Układ wydalniczy sprawny na 83%.
Byk – Ponownie świetny rok. Napiszesz na przystanku mazakiem HWDP, nie obawiaj się konsekwencji, nikt nie widzi.
Bliźnięta – Pewien brunet z wąsem spod znaku wagi uwiedzie cię i pomoże odnaleźć wiarę w boga. Dej mu za to ze dwa złote więcej na tacę.
Rak – Nic ciekawego cię w tym roku nie spotka. Pik nieszczęscia osiągniesz w październiku chorując na grypę (bez powikłań) a najbardziej pozytywną rzeczą będzie, że baba w sklepie wyda ci 20 zł za dużo. Przeczekaj do 2018.
Lew – Passę świetnych wypróżnień przerwie zatwardzenie w okolicach sierpnia. Weź to jednak za dobrą monetę. Po tym indydencie do końca roku znów wspaniałe wypróżnienia.
Waga – Interes na boku niespodziewanie przyniesie dodatkowe profity. Nie ufaj strzelcowi.
Skorpion – Uważaj. Milicja wie co trzymasz w piwnicy.
Bóbr – W styczniu zawody w kręceniu jojo niespodziewanie przerwie brak prądu akurat w momencie najpiękniejszej akrobacji. W lutym podczas zlotu gołębiarzy ułamiesz zęba na ziarnku ryżu. I tak zasadzie przez cały rok. Seria drobnych wpierdoli od losu.
Strzelec – Zdobywając zaufanie osoby spod znaku wagi będziesz w stanie rozwiązać od dawna trapiący cię problem (usterka hydrauliczna). Waga nie będzie chciał pomóc i będzie się migał, nie zapłać mu za usługę.
Koziorożec – Osoba spod znaku Raka połączy ci brwi markerem na wspólnej imprezie, po tym jak stracisz przytomność od alkoholu i narkotyków. Fałszywy przyjaciel? Pomyślisz. Jednak w okolicach października ofiaruje ci za darmo grzyby. Część robaczywych to prawda. Jednak około kilograma i tak zdatna do spożycia. Wartość rynkowa 42 złotych. Rzadko trafiają ci się tak szczodre prezenty, gdyż jesteś chujem i nikt cię nie lubi.

Medycyna naturalna – część 1

Miałem założyć nowego bloga o medycynie naturalnej, ale na tym idzie mi wystarczająco chujowo. Dwa to za dużo. W takim razie zacznę długi i obszerny cykl poświęcony medycynie naturalnej. Na pierwszy ogień idzie leczenie gównem.

Medycyna naturalna – leczenie gównem

Rozdział I – diagnostyka za pomocą gówna

Pewnie wiecie, że na podstawie różnych cech stolca takich jak zapach, wygląd, czy smak rozpoznać można różne choroby. Tak mówi medycyna konwencjonalna, ja zaś skupię się na tym czego od pokoleń uczą wsiowi znachorzy. Na tym czego nauczyła mnie babka.
Żeby zdiagnozować kupsko należy nasrać pod lasem. I teraz mamy następujące możliwości.
Do kupy zlecą się pszczoły – cukrzyca
Komary – krwawienie z przewodu pokarmowego
Wilki – prawdopodobnie odrywa ci się mięso w środku ciała
Małe dzieci – czekolada w kale. Nie wiem co to znaczy. Udaj się natychmiast do prawdziwego lekarza i nakreśl mu sytuację.
Szkło lub kolce w kale – prawdopodobnie masz zranienia odbytu
Długa cienka kupa – nadciśnienie tętnicze
Brak stolca – osłabienie mięśni okołoodbytniczych
Gołąbek zamiast kupy – to norma, Gołąbki po prostu się nie trawią. Gorzej jeśli nie jedliśmy gołąbka. Ewentualnie wchodzi w grę to, że ktoś gołąbka umieścił w odbycie np. podczas snu.
Szyszka zamiast kupy – poszukaj dobrze, prawdopodobnie prawdziwa kupa leży gdzieś obok
Do stolca zbiegły się sarny – spierdalaj jak najszybciej umiesz. Sarny to skurwysyny.
Policja chce dać ci mandat za wypróżnienia publiczne – wytłumacz zaistniałą sytuację, ewentualnie pokaż receptę.

I to jest w zasadzie całość wiedzy o naszym ciele jaką dać nam może stolec. W następnym odcinku opiszę inne zastosowania stolca.

Zdjęcie artystyczne „Słodki kotek z internetu”

Nie rozumiem fascynacji zdjęciami młodych kotów, których internet jest pełen. Zresztą nie wiem, czy takie zjawisko w ogóle istnieje w rzeczywistości. Spotkałem się z nim tylko w internecie. Żadna osoba na żywo nie wykazała nigdy zainteresowania w tym temacie. Może to dlatego, że zadaję się wyłącznie z rodzicami, babcią i starymi babami z roboty? Stare baby koty pieką, więc nie bardzo chcą gromadzić dowody w postaci fotografii. Nie jest to teraz istotne, przejdźmy do meritum. Nie muszę chyba dodawać, że zdjęcie będzie w formie pisemnej.

Pośród ogólnego rozgardiaszu znajduje się mały kotek. Wygląda jakby miał bardzo mięciutkie futerko. Maść kota to brąz. Ma minę która mówi „nic nie zrobiłem”. Tak skurwysynu? Nic nie zrobiłeś? To kto rozpierdolił wszystko wokół. I faktycznie, jakby rozejrzeć się dookoła to wszędzie syf. Rozjebane słoje z ogórami, jakieś szczoty porozpierdalane, w piździec rozkurwione inne rupiecie. Ogórki oczywiście ponadgryzane, ale żaden nie dokończony. Fotografowi udało się uchwycić kontrast pomiędzy słodką i niewinną miną kotka a syfem panującym wokół. Jeszcze ma skurwysyn kawał ogóra na wąsie. Miał wpierdol tego dnia.

Bajka dla dzieci z patologicznych rodzin cz. 3

Dyskoteka trwała w najlepsze. Brian był już trochę najebany, ale mimo to nie tańczył. Stał pod ścianą, popijał piwko i palił papieroska. Nauczyciele w gimnazjum nie lubili gdy to robił, ale nie chcieli problemów. Zresztą dażyli tygryska pewną dozą zaufania w tej materii. Wiedzieli, że odstawił twarde narkotyki i teraz tylko pije, pali marihuanę, papierosy, je grzyby halucynogenne, wali koks, gałkę muszkatołową, tantum rosa i okazjonalnie akodin. Był więc z grubsza czysty. Brianek popijał piwko, palił papieroska i obczajał suczki na parkiecie. Jego uwagę przykuła Danuta. Była samicą jeża i była bardzo ponętna. Miała lśniące futerko i jabłuszko nabite na grzbiet. Był troszkę zbyt nieśmiały, żeby poprosić ją do tańca. „Bez sensu” pomyślał Brian. „Nigdy nie będzie moja. Idę do świerszcza, on coś poradzi”.

- Cześć Świerszczu. – Brian wiercił nogą w ziemi.
- No siemasz młody. Mam czeskie extasy, chcesz trochę? Po kosztach sprzedam. Do tego relanium i masz lot jak sto dwa.
- Wiesz doskonale, że odstawiłem to świństwo. Poproszę kokainę i poradę sercową.
- Poradę sercową? Proszę proszę, ktoś tu dorośleje. Zresztą widzę, że wąs ci się rzucił. Nie mogłeś trafić lepiej. – Świerszcz poprawił ciemne okulary i nachylił się w kierunku młodzieńca. – Daj hajs za koks i gratis dostaniesz poradę.
- Poproszę. – Brian wręczył świerszczowi pieniądze.
- Dobra dobra. Słuchaj uważnie. Podejdziesz do koleżanki i powiesz jej, że masz piękne małe pieski i możesz jej pokazać. Zaprowadzisz ją do starej dziupli i tam powiesz do niej: „Hej mała, lubisz kiełbasę?”. Na bank powie, że lubi. A ty wtedy „Mam tu dla ciebie niezłe pęto”. W tym momencie wyciągasz kutasa i dalej pójdzie.
- A jak nie lubi kiełbasy? – Tygrysek nie był przekonany.
- Jak można nie lubić kiełbasy?
- No tak, faktycznie.

Plan szedł jak po maśle. Danuta chciała bardzo zobaczyć małe pieski, poszli do dziupli i Brian zaczął swoją kwestię.
- Czy lubisz baleron Danuto? – I w tym momencie tygryskowi urwał się film.
Ocknął się po jakimś czasie. Bolała go głowa. Zobaczył Danutę leżącą nieprzytomną na ziemi i świerszcza zapinającego spodnie.
- No co? Prawo pierwszej nocy, hehehe. Sorry, za ten cios, musiałem działać szybko. Teraz ty. Atakuj młody.
Brzmiało to jak plan. Brian wziął się do roboty i po chwili stał się mężczyzną. Życie znów nabrało sensu. Tego dnia tygrysek nauczył się jak postępować z kobietami i jak zdobywać ich serce. Wystarczy odrobina sprytu i ciężki przedmiot a serce każdej niewiasty stoi otworem. O tym, że ciężki przedmiot jest zbędny, jeśli ma się rohypnol Brianek nauczył się dużo później. Ale to temat na zupełnie inną historię.

Piosenka w stylu uliczny rap „Kanapki z kotletem”

Napisałem piosenkę hip hopową. Prezentuję ją tutaj, może kogoś zainteresuje.

„Kanapki z kotletem”

Kanapki z kotletem tak zostałem wychowany
Ten kto ich nie je na zawsze jest przegrany
Kanapki z kotletem tak zostałem wychowany
HWDP x3 Hemp Gru

Kanapka z pomidorem nie taka kolorowa
By nienawidzić warzyw znów miałem powód nowy
Mieloniak hardcorowy tak bardzo
Mimo to dzieciaki do tego się garną
Hemp Gru spal to o nic nie martw się nie warto
O pardon pomidor zbyt surowy
Za kasę marną warzywo jeść jesteś już gotowy?
Wybij sobie z głowy szukać w ogródku warzyw
Chuj idzie na łatwiznę, bo zrobić nie potrafi
Przekonasz się dopiero gdy bliskiego przez rzodkiew stracisz
Lecz są i tacy co przyjmują bataty
Wszystko idzie załatwić
Jak parę porów zapłacisz
Ogórki na zmianie i masz przechlapane
Wpierdol za chęć do życia
Wiesz co jest grane?
W mordy jebane kurwy zajadałbym smacznie
Nie wymagam wiele o swoje walczę
Uważam by chwile warte przeżycia najbardziej
Niczym woda nie przeciekły mi przez palce
Kombinuję jak mogę żeby było z kotletem
Pamiętam że na dołku dechy twardy chleb ze smalcem
Niczym nie gardzę braciszku z fartem
Postawiłem wszystko na jedna kartę
Mówię co czuję o czym myślę i co widzę
Moich ludzi kocham a kanapki jeszcze bardziej
Elo

Ref.
Kanapki z kotletem tak zostałem wychowany
Ten kto ich nie je na zawsze jest przegrany
Kanapki z kotletem tak zostałem wychowany
HWDP x7

Tworzy we mnie słowo więc wylewam myśli
Wielkie emocje zdrowej nienawiści
Tworzącej się latami
Patrząc na pomidorowe świństwa
Łączone z cebulami
Widząc przelaną krew na wojnach
Dyktowane głupoty
Domowe kompoty nie z powodów floty
Dzieciak na gigant przez kanapki z marchwią
Matki dają dzieciom nie ludzie a świnie
Za to na chwilę trafiają do puszki
Ukradniesz dwa kotlety i wyłapiesz więcej
Nie sprawiedliwość aż opadają ręce
W kryminalnym MC wciąż pokazana prawda
Te teksty na faktach brokuł temu wałka
Pyszny kotlet – nie ważne jest na sankach
Głos do ludzi niech toczy się ta walka
Tępiąca warzywa, wszelkie niedobre
Zwierzęcą zwyrodniałość
Nie ma tu miejsca na jarzyny
Nie, niema !
nóż do masła w dłoni zaciskam coraz mocniej
Pomidor, ogórek są naszej grupie obce
Z dumą na twarzy paniera po schabowym
Mówię krótko elo ty wybierz i zrób to
Kotlet 24 złote brutto
Dwie strony ma bułeczka
Kanapki z kotletem to jest moja cebulowa metka
Elo

Ref.
[Wszyscy razem, Cały czas!]
Kanapki z kotletem tak zostałem wychowany [Co? Dobra!]
Ten kto ich nie zajada na zawsze jest przegrany [Tak!]
Kanapki z kotletem tak zostałem wychowany [Co? HWDP!]
HWDP x6 Hemp Gru

Kanapki z kotletem tak nas wychowano
Tępić warzywa tak wychowano nas
Z tysiąca pietruszek i tysiąca bananów
Będziemy głosić wszyscy na cały świat
Kanapki z kotletem śmierć kurwom i frajerom
Na zawsze wolność ludziom i złodziejom
Tu gdzie marchewkowy syf – sprawiedliwości brak
Bez przebaczenia świat wokół ziemniaczany szlak
Patrzę w to życie ziom wciąż widzę to
Jebana pietruszka tylko przemoc i zło
Ziomków mnóstwo[mnóstwo] za fasolową kratą
Grube karczochy chuj nie wiadomo za co
Pogrążyć się jest łatwo trudniej wydostać
Kotlety były są i muszą zostać
Spójrz dookoła ziom otwórz oczy
Tysiące pokus ziom nie trudno zboczyć
Ja nie dam się zaskoczyć to myśl przewodnia
Idę do przodu jak z pasztetową buła
Litość to zbrodnia wiem muszę pamiętać
Nie pękać, przetrwać, nie dać się spętać w żelastwo
Dzieciak wiesz przecież znasz to
Pokój, fałsz, obłuda kłamstwo
Robię to co chcę zrobić
Biorę to co chcę wziąć
Kanapki z kotletem ze mną całe życie, bo…

Ref.
[Wszyscy razem, Cały czas!]
Kanapki z kotletem tak zostałem wychowany [Co? Dobra!]
Ten kto ich nie zajada na zawsze jest przegrany [Tak!]
Kanapki z kotletem tak zostałem wychowany [Co? HWDP!]
HWDP x6 Hemp Gru

„Ostatnia rodzina” recenzja

Wybrałem się dziś z żoną do kina. Ponieważ słyszałem pochlebne recenzje, postanowiliśmy obejrzeć film „Ostatnia rodzina”. Jak ktoś nie wie, to jest to film oparty na faktach. Opowiada o rodzinie Beksińskich. Ojcu malarzu, żonie kurze domowej i synu, który był jednym z pierwszych celebrytów – znany był chuj właściwie wie z czego.

Film zaczyna się od tego, że rodzice kupili synowi (Tomkowi) mieszkanie w Warszawie. Jakby mi rodzice kupili mieszkanie w Warszawie, to byłbym bardzo zadowolony. Tomek jednak jest inny, siedzi rozwydrzony, płacze i narzeka, że chce wyjechać do Sanoka! Poważnie, to nie żart. Już w tym momencie coś czułem, że z typem będą jakieś grubsze akcje. W zasadzie cały film jest zbieraniną mniejszych lub większych odpałów Tomasza.
Opiszę może pokrótce bohaterów filmu. Tomek – syn, okazuje się w chuj rozwydrzonym dwudziestokilkuletnim (uśredniłem) bachorem. Rodzice Beksińscy są złotymi ludźmi – ojciec jest mega pozytywną postacią. Takim trochę pierdołą życiowym żyjącym w swoim świecie, ale jest bardzo serdeczny i uprzejmy dla wszystkich. W swoim gabinecie przygotowuje piękne malunki. Matka – złota kobeta, gotuje i sprząta całej rodzinie, jest podobnie jak mąż bardzo serdeczna i życzliwa dla wszystkich. Mieszkają z nimi dwie stare baby – matki małżeństwa Beksińskich. Żona Beksińska (zapomniałem imienia) rozbija się z oboma babami po kościołach i cmentarzach, w późniejszym etapie myje schorowane staruszki. Tylko Tomek ma wszystkich w dupie, odzywa się w wulgarny sposób do rodziców i jest do granic rozpieszczonym chujem. Raz po raz zdarzają się sytuacje w których życie Tomka jest zagrożone (głównie sam chce się zajebać) i mimo, że znam historię i wiem, że to jeszcze nie ten moment, to mu kibicuję. Po prostu się kurwa już zapierdol i wszyscy będą mieli spokój. Syn Beksiński czasem dojedzie również starym babom zakwaterowanym z rodzicami. Jest to jedyna pozytywna cecha bohatera.
Ja na miejscu rodziców dokwaterowałbym Tomkowi stare babska na hawirę. To by go może nauczyło manier. Tomek opierdala się całymi dniami za pieniądze ojca. Sprasza kurwiszcza lecące na jego mroczną duszę, z którymi nieporadnie próbuje kopulować. Puszcza w radio muzykę i ma swoją audycje. Nie będę tutaj komentował chujowego gustu muzycznego Tomka. Generalnie uważam, że gdyby dostał raz porządnie wpierdol od ojca, to by się trochę naprostował.
Wkurwiająca postać głównego bohatera jest zarówno plusem jak i minusem. Z jednej strony widzowie szczerze go znienawidzą, ale z drugiej docenić należy kunszt aktora. Niełatwo wzbudzić tak skrajne emocje. Słaba strona filmu to dłużyzny fabularne. Po chuj na przykład 10 kurwa scen jazdy windą w milczeniu? Fabuła też nie porywa i jest zlepkiem wątków z historii rodziny – jak już wspomniałem głównie terroryzowanie rodziców przez pato-syna.
Film posiada jeden duży plus – przesłanie. Wyniosłem z filmu naukę, że dziecka nie można rozpuścić. Jak się dziecko rozpuści, to będzie uciążliwe dla świata i samo dla siebie. Po seansie prewencyjnie zbiłem mojego zeroletniego syna. Żeby mu się odechciało gówniażowi fanaberii.

Do kina nie ma co iść, ewentualnie jak będzie na cda to można obejrzeć. Oceniam film 5/10.